Nie mów mi, jak mam żyć.

Ponad sześć lat temu napisałam opowiadanie. Własne, oryginalne, o wampirach. Pochwaliłam się jeden dorosłej osobie, której ufałam. To był najgorszy błąd jaki w życiu popełniłam.

Byłam w tedy chyba w drugiej klasie gimnazjum i uwielbiałam pisać. Na lekcjach zamiast słuchać nauczyciela skrobałam fan arty z Władcy Pierścieni. Zeszyt 60 kartkowy starczał mi na miesiąc. Czasem mniej. Dwie najbliższe przyjaciółki na przerwie zaglądały mi przez ramię. Nie mogły się doczekać kolejnego „odcinka”. Czułam, że jestem kimś wyjątkowym. Jeden kolega nawet próbował zawiązać ze mną współpracę – ja będę pisać, a on, jako osoba „popularna”, mająca wtyki w szkolnej gazetce, będzie je wydawać. Wiązało się to jednak z regularnością, a ja nie potrafiłam pisać pod przymusem. Ale i tak schlebiało mi to, bardzo.

Z czasem znudziłam się moim „plagiatowaniem” Tolkiena, więc wpadłam na pomysł historii o szlachciance – wampirze. Historia prosta, choć bez wątku romantycznego, miała kilka oryginalnych pomysłów. Zrobiłam zarys postaci, prolog i kilka wątków, które miały się pojawić w książce. Nic nadzwyczajnego, bohaterka miała być wampirem przemienionym około XVII w. na łożu śmierci, przez przyjaciela rodziny, który przygarnął ją, wyjaśnił, że wampiry tak naprawdę to istoty chroniące ludzkość, a wszystko co na ich temat wiemy, to zła propaganda głównych złych. Prosta, momentami zabawna, momentami tragiczna historia dziewczyny z misją, która musi opuścić swoją rodzinę i ruszyć w świat. Właściwa historia miała zacząć się u progu XXI w. i zawierać, oczywiście, wątek romantyczny.

Wydaje się, że ta historia, to nic nadzwyczajnego, prawda? W końcu od groma mamy podobnych. „Zmierzch”, „Pamiętniki Wampirów”, „True blood”. Dobrych wampirów mamy na pęczki. Tylko historia, o której mówię działa się w 2005 r. Czyli na dwa lata przed polskim wydaniem książki Stephenie Meyer i całym wampi-boomem. Myślałam, że to będzie świeży powiew w literaturze fantastycznej, ale byłam tylko dzieckiem. Zasięgnęłam więc rady eksperta w tej dziedzinie – bibliotekarki z filii do której byłam zapisana i mojego prywatnego autorytetu w dziedzinie literatury. Pani K. po wysłuchaniu mojej wizji kulturalnie mnie… wyśmiała, stwierdzając, że historia o wampirach nigdy się nie sprzeda. Bo choć historia jest ciekawa i ma innowacyjne pomysły, to jednak nie trafi do ludzi, którzy widzą wampiry jako krwiożercze potwory, bez duszy i skrupułów.

Teraz już wiem, że była w błędzie. Szczerze żałuję, że posłuchałam się jej i zaprzestałam pracy nad tekstem. I od tamtej pory w sumie przestałam pisać cokolwiek. Ale nigdy nie zapomniałam o opowiadaniu, które wymyśliłam. Szczerze wierzę, że nigdy nie jest za późno żeby coś zmienić w swoim życiu. I, że zawsze warto mieć swoje zdanie.

Reklamy

Autor

winnykieliszek

Szukam swojego miejsca na świecie. Uwielbiam czytać i pisać, więc pomyślałam, czemu ny nie założyć bloga? Tak oto powstał "z kieliszkiem wina". Jest to taki trochę "working progress", ale mam nadzieję, że z czasem rozwinie się w coś wyjątkowego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s